• Wpisów:9
  • Średnio co: 161 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 20:03
  • Licznik odwiedzin:3 290 / 1616 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział 8

Na kierowcę nie musieliśmy długo czekać. Słownie stawił się pod mieszkaniem po 15 minutach. Dalej bez słowa wyszłam z domu, a kilka kroków za mną szedł Michał. Z każdą chwilą robiło się bardziej niezręcznie, ale nie miałam pojęcia o czym mam z nim rozmawiać, po tym jak dowiedziałam się tylu rzeczy o zajściach zeszłej nocy.
Michał podał adres pod którym aktualnie mieszkał, ja podałam adres Patrycji i okazało się, że na szczęscie to w tę samą stronę. Oboje usiedliśmy z tyłu, Michał próbował się odezwac, widziałam jak na mnie patrzył, ale widocznie zabrakło mu odwagi. Dojazd do jego mieszkania zajął nam kolejne 10 minut, które przesiedzieliśmy w milczeniu. Na miejscu zanim wyszedł z samochodu chwilę patrzył przed siebie, jakby nie wiedział co zrobić. Potem spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, mówiącym 'przepraszam', włożył mi kilka złotych w dłoń, na przejazd, a po tym wyszedł.
- To gdzie teraz? - Moritz odwrócił się do mnie uśmiechając się, w jego policzkach dostrzegłam dołeczki i już poczułam, że tracę głowę.
- Do Patrycji.
- Na pewno?
Spojrzałam na niego pytająco.
- Znam dobrą kawiarnię w pobliżu, może dasz się zaprosić na kawę? Albo herbatę.. zależy co lubisz.
- Bardzo chętnie - nie umiałam ukryć radości, uśmiech na twarzy był prawie od ucha do ucha. Moritz odwrócił się do mnie tyłem, odpalił samochód, puścił oczko w lusterku i ruszył przed siebie.
- To jedziemy do kawiarni. Pani życzenie jest dla mnie rozkazem! - zaśmiał się a ja wtopiłam wzrok w jego policzki.
 

 
Rozdział 7

- Tańczyliśmy, kręciłaś tyłeczkiem.. a wiesz jak to na mnie działa - znów uśmiechnął się do mnie tak, że gdybym stała, to pewnie ugięłyby się pode mną nogi - tańczyliśmy tak bardzo długo. W pewnym momencie podeszła do nas dziewczyna. Chyba ją znasz, nie przedstawiała się, ale rozmawiałyście na osobności, więc nie powiem Ci co mówiła. Kiedy ona odeszła, z uśmiechem powiedziałaś, że już czas wracać.. sama zaproponowałaś, że mogę iść do Ciebie, myślałam, że tego chcesz, no dalej to się już możesz domyślić...
- Boże, Boże, Boże...
- Gdybym wiedział.. przepraszam, tak bardzo Cie przepraszam, ale byłem pewien, że znowu będzie jak kiedyś... przynajmniej taką miałem nadzieję.
Z jednej strony chciałam powiedzieć, że jedyne czego ja chcę, to by znowu był przy mnie, ale z drugiej strony zawiódł mnie. Po raz kolejny. Przestawałam mu ufać, a przecież to jedna z najważniejszych rzeczy w związku. A Patrycja mogła mnie ostrzec przed nim w klubie.. chociaż może ostrzegała, tylko tego nie pamiętam? Jak znowu mogłam się tak upić? Mało mam w życiu atrakcji? Może i mało, ale takimi jak ta nie ma się co szczycić.
Wstałam i usiadłam na brzegu łózka. Zerkałam na swoje ciało wręcz ze wstrętem. Czułam, że Michał leży nieruchomo, pewnie chciał pogadać o tym o zaszło, ale ja nie chciałam. Nie chciałam o tym mysleć. Jedyne czego chciałam to zostać sama.
- Wybacz, że to powiem, ale chyba czas, żebyś się zbierał...
Bez słowa ubrał się i usiadł obok mnie znowu przepraszając. Po chwili przeprosiny zmieniły się w błagania. Sięgnęłam po torebkę i wyjęłam z niej portfel. Pamiętałam, że w jednej z przegródek schowałam wizytówkę taksówkarza. Chociaż nie było mi do śmiechu wizytówka sprawiła, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Taksówkarz, o nietypowym imieniu - Moritz, odebrał połączenie tuż po drugim sygnale.
- Tak słucham?
- Przepraszam, że dzwonię tak szybko, ale potrzebuję podwieźć kolegę do domu a sama chciałabym pojechać do koleżanki. Ile czasu zajęłoby panu dojechanie na ulicę Nowowiejską?
- Będę u pani za 15 minut.
- Dziękuje bardzo.
- Ja również. Do widzenia.
Rozłączył się, a ja siedziałam ciesząc się jego niezwykle przyjemnym głosem. Wiem, że mało z wczoraj pamiętałam, ale nie wiem jak mogłam zapomnieć akurat to. Odwróciłam się w stronę Michała.
- Jak chcesz coś zjeść, to wiesz gdzie jest kuchnia. Za 15 minut jedziesz do domu.
  • awatar Gorzka czekolada z herbatą.: No ciekawie jak to się dalej potoczy. Michał, czy przystojny taksówkarz? Czekam na kolejne rozdziały. Świetne opowiadanie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rozdział 6

Powoli otworzyłam oczy i spojrzałam na sufit. Wydawał się dziwnie inny, przez chwilę miałam nawet wrażenie, że na mnie spada. Mimowolnie odwróciłam się kuląc w pozycji embrionalnej, kiedy moje nogi poczyły opór. Wiedziałam tylko tyle, że to było coś twardego... no i na pewno nie sufit. Podniosłam kołdrę i przeżyłam szok. Michał leżał tuż obok mnie, tylko w bokserkach. Nie mogłam się skupić na niczym prócz jego perfekcyjnie urzeźbionego brzucha. Pytanie skąd się tu wziął zeszło na drugi plan, musiałam nacieszyć się tym widokiem póki spał. Lecz jak się okazało nie spał. Poczułam jego dłoń gładzącą mój policzek.
'Głupia! Gdybyś tak nie patrzyła na jego kaloryfer, pewnie zauważyłabyś, że ma otwarte oczy. Brawo.' ~ nawet moja podświadomość uświadamiała mi, że zrobiłam z siebie idiotkę.
- P-p-przepraszam, że Cie obudziłam - wyjąkałam widocznie speszona.
- W twoim wydaniu nawet kolano wbite w plecy jest przyjemną pobudką - obdarzył mnie w tym momencie jednym z najpiękniejszych uśmiechów jakie było mi dane zobaczyć w moim marnym życiu. Jego blond włosy, ułozone w nieładzie po całej nocy dodawały mu męskości, której jakoś nigdy wcześniej nie umiałam dostrzec. Nie doceniamy tego co mamy, póki tego nie starcimy - coś w tym jest.
- Michał... czy my...?
- Co 'czy my'?
- No czy my... wiesz... nic nie pamiętam..
Zerknął na mnie zdecydowanie urażony tym pytaniem. Poczułam się niewyobrażalnie głupio zadając to pytanie, ale musiałam znać odpowiedź.
- Myslałem, że jest Ci dobrze i będzie jak kiedyś, a Ty nic nie pamiętasz?
- Nic a nic.
- To mamy problem.
- TY masz. A ja jeszcze większy.
 

 
Rozdział 5

Był już coraz bliżej, aż w końcu stanął tuż przede mną. Widziałam w jego oczach, że nie tylko ja czuję się niezręcznie. Przytulił mnie na powitanie, czym nie byłam zachwycona właściwie, ale co innego mógł zrobić. Przez chwilę unikał mojego wzroku, jakbył czuł wstyd po tym co właśnie zrobił. Jego uczy zatrzymały się na tym młodym chłopaku po mojej prawej stronie, którego w dość delikatny sposób przegonił i usiadł obok mnie.
- Ciekawe spotkanie, nie spodziewałem się Ciebie tutaj.
'Nawzajem' pomyślałam, ale zatrzymałam tę myśl dla siebie.
- Sama bym się siebie nie spodziewała, długo nie odwiedzałam klubów, z resztą, dobrze o tym wiesz - powiedziałam, mimo, że muzyka dość mocno zagłuszała moje słowa - właśnie miałam wychodzić - dodałam po chwili.
- Nigdzie Cię nie puszczę, mamy dużo do obgadania, pewnie dużo się u Ciebie zmieniłow tym czasie.
- Nie bardzo, cały czas tak samo. Cały czas na Ciebie zła.
Spojrzał na mnie spode łba. Jego oczy w świetle klubu wydawały się cudownie niebieskie, kolor, w którym można było się zakochać. Ale raz już popełniłam ten błąd - więcej tego nie zrobię. Spojrzałam na swoje kolano, leżała na nim jego dłoń, która przy mojej skórze wydawała się wyjątkowo blada.
- Na mnie się gniewasz? Nigdy nie umiałaś...
- Nadal nie umiem, ale dumna z Ciebie w takiej chwili nie będę.
- Nie wracajmy do tego, straciłem Cię, potrzebowałem trochę czasu, żeby się pogodzić, że straciłem narzeczoną, ale nie chcę stracić przyjaciółki. - byłam w szoku, bo czułam się podobnie, bez słowa po prostu przytaknełam, brakowało mi po prostu języka w gardle - a teraz nie ma gadania, nie ma komentowania, idziemy się bawić tak jak bawiliśmy się kiedyś!
Wstał i nie czekając na moją reakcję pociągnał mnie na parkiet. Tańczyłam bardzo blisko niego, pamietam jak nasze ciała się stykały ze sobą, jak całował moje ucho mrucząc do niego cichutko. Pewnie później było równie ciekawie, ale nic więcej już nie pamietałam.
Jedyne co to moment, w którym wychodziłam z klubu trzymając Michała za rękę, bo ledwo utrzymywałam równowagę. Gdybym była trzeźwa nie wsiadłabym z nim do samochodu, bo też pił, ale nie byłam... dlatego bez oporu wsiadłam. Pojechaliśmy do MOJEGO mieszkania, nie wiem jakim cudem otworzyłam drzwi. Ostatni obraz w mojej głowie to Michał całujący mnie w drodze do sypialni, dalej już tylko pustka - czarna dziura, z której nie potrafię wydobyć więcej informacji.
 

 
Rozdział 4

Weszłam do pokoju i spojrzałam na komplet ubrań, które od rana leżały na łóżku i czekały aż w końcu ujrzą światło dzienne. Trzymając je w jednej ręce powoli ruszyłam w stronę łazienki, by się przebrać, kiedy zdałam sobie sprawę, że mieszkam sama i nie muszę się nikogo wstydzić. Wróciłam do sypialni i zaczęłam się ubierać, po to, by znowu się ubrać, lecz tym razem w obcisłą czarną sukienkę. Dobrałam do tego biżuterię, buty i byłam gotowa do wyjścia. Brakowało tylko Patrycji.
Podziwiałam swoje odbicie w lustrze. Rzadko podobałam się sobie, ale dziś mogłam przyznać, że wyglądam tak jakbym chciała wyglądać. Zaczęłam kręcić włosy lokówką i było już tylko lepiej. Z moich narcystycznych przemyśleń wyrwał mnie trąbiący samochód. Odruchowo wyjrzałam przez okno, żeby sprawdzić, kto robi taki hałas i wtedy zobaczyłam Patrycję kiwająca mi z taksówki. Odmachałam jej i wręcz pobiegłam w stronę drzwi wyjściowych. Po minucie siedziałam już w taksówce obok niej.
Siedziałyśmy, plotkując całą drogę, w lusterku widziałam uśmiech kierowcy - widocznie byłyśmy bardzo zabawne. Swoją drogą był całkiem przystojny. Rozmawiałam z nim chwilę i dał mi swoją wizytówkę, w razie gdybyśmy potrzebowały kogoś kto podwiezie nas z imprezy do domu.
Na miejsce dotarlismy po godzinie 21. Przed klubem zebrała się już porzadna kolejka, przede wszystkim młodzież, która chciała odreagować po męczącym tygodniu w szkole. Ja w ich wieku oglądałam telewizję z bratem, ale to były inne czasy. Mimo to dobrze wspominam swoje dzieciństwo, przez to, że mieszkamy w małym domku jesteśmy bardzo zzyci jako rodzina.
Wejście do środka zajęło nam prawie pół godziny. W tym czasie pouśmiechałyśmy się do kilku chłopaków i wypiłysmhy im w sumie6 piw, więc byłyśmy gotowe od wejścia od razu przejść na parkiet. Na początku trzymałam się blisko Patrycji, ale chwilę później pojawili się dwaj koledzy, którzy zaczęli z nami tanczyć. Jeden ze mną, drugi z nią. Z przykrością muszę przyznać, że jej był lepszy. Od razu zauważyłam, że wpadli sobie w oku i szybko zniknęli z zasięgu mojego wzroku. W ten właśnie sposób zostałam sama z tym nudziarzem. Uznałam, że nie po to tu przyszłam, miałam się zabawić a nie pilnować jakiegoś pijaka.
- Cześć śliczna... mam na imię Krystan, chodz na zewnątrz, poznamy się bliżej... i w świetle księżyca będzie się lepiej oglądało jak kręcisz tyłeczkiem...
- Świetny pomysł, czekaj tam na mnie, a ja zaraz do Ciebie przyjdę, tygrysie! - powiedziałam śmiejąc się naprawdę kpiąco, ale był tak nawalony, że nawet tego nie wyczuł. Po chwili odeszłam i to był ostatni moment kiedy widziałam tego frajera.
Przez dłuższy czas tańczyłam sama, zaczęło mnie to troszkę nudzić, dlatego usiadłam przy barze. Zagadałam barmana, był jedną z nielicznych osób, które były trzeźwe, przynajmniej w najbliższym otoczeniu. Wypiłam kilka drinków. Oj, to był naprawdę dobry barman. Niestety był w pracy i nie mogłam mu przeszkadzać, więc siedziałam i bawiłam się słomką zanurzoną w moim drinku. Zaczęło mi się już lekko kręcić w głowie, dało się odczuć wypity alkohol - miałam tak zwany 'humorek'. Przez ramię zobaczyłam Patrycję szalejącą na parkiecie.
'Nie ma się co oszukiwać - masz swoje lata, wypadłaś z obiegu' - mówiłam sama do siebie patrząc jak moja przyjaciółka świetnie się bawi, podczas gdy ja siedze przy barze otoczona przez schlanych facetów. Z lewej strony jeden leżał z głową schowaną w ramionach, prawdopodobnie spał. Z prawej jakiś dzieciak, który szukał jakiejś pijanej dziewczyny, żeby ją przelecieć.
Załamana spojrzałam jeszcze raz na Patrycję i wtedy zobaczyłam jego. Michał stał za nią i rozglądał się po klubie, to nie był taniec, wyglądał tak jakby kogoś szukał, głowa chodziła mu na wszystkie strony. Pospiesznie wstałam, jak dla mnie jedynym dobrym rozwiązaniem było opuszczenie klubu. Wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Za późno, szlag, szlag, szlag. Trzeba wykazać się dojrzałością. Uśmiechnął się i zaczął iść w moją stronę. Nogi zrobiły się jak z waty. Dzieliły nas już tylko pojedyncze kroki...
 

 
Rozdział 3

Chodząc po mieście spotkałam dawną znajomą, którą jak wiele innych osób zaniedbałam przez mój związek z Michałem. Straszne, ile rzeczy zaniedbałam po to, by budować związek, który został zrujnowany w mgnieniu oka. Poszłyśmy razem do naszej ulubionej kawiarni. Długo nie rozmawiałyśmy, więc miałyśmy sobie naprawdę dużo do powiedzenia. Okazało się, że Patrycja też niedawno rozstała się z chłopakiem, ale z tą różnicą, że u niej stało się to na pokojowej drodze. Mimo to zdawałam sobie sprawę, że jest jej równie ciężko - w związku przyzwyczajamy się do obecności drugiej osoby, po rozstaniu bardzo można odczuć jej brak. Szczególnie, kiedy siedzi się samemu w domu i nie ma się do kogo odezwać, bo w trakcie zwiąku wyznawało się regułę "mój chłopak to mój przyjaciel, nie potrzebuję nikogo innego".
Głupota! Potrzebowałam czasu, by zdać sobię sprawę, że związek to nie wszystko. Oprócz niego ważni są inni ludzie, o których nie można zapominać, bo oni mogą odwdzięczyć się tym samym w potzrebie. Na szczęście Patrycja nie odwróciła się ode mnie teraz, teraz kiedy potzrebowałam kogoś bliskiego.
- Dostaję szału siedząc sama w domu, dopiero teraz zdałam sobie sprawę ile czasu z nim spędzałam.. - wyszeptała patrząc mi prosto w oczy, a ja powoli przytaknęłam, bo czułam dokładnie to samo - wiesz co? Powinnyśmy się rozerwać, odpocząc i zapomnieć o tym, co nam dotychczas w życiu nie wyszło, bo całe życie jeszcze przed nami!
- Popieram!
Właśnie tego mi brakowało - rozerwania. Siedziałąm w domu godzinami izolując się od świata, teraz muszę ndrobić stracony czas. Jest tyle klubów, w których jeszcze nie byłam, idealnie byłoby odwiedzić je zanim skończę studia i opuszczę to miasto, czego oczywiście wolałabym nie robić, ale zawsze fascynowały mnie podróże. Od 8 roku życia uczę się angielskiego i widać skutki, ale chciałabym sprawdzić się w innym kraju niż Polska.
- To coś czuję, że ten piątkowy wieczór będzie udany..
 

 
Rozdział 2

Mijały minuty, godziny, dni.
Sporadycznie pojawiałam się na wykładach. Sporadycznie widywałam się z ludźmi. Sporadycznie żyłam. Niby byłam, ale mnie nie było. Wychodziłam z domu raz na jakiś czas po zakupy. Tak czy siak, ubrana w dres, z nieułożonymi włosami i czapką z daszkiem tak, by nikt mnie nie poznał i nie pytał co się ze mną dzieje. Oficjalna wersja? Pojechałam do rodziców, bo mój tata choruje. Nieoficjalna a zarazem prawdziwa wersja? Miałam dość tych wszystkich ludzi.
Rozejrzałam się wokół siebie. Poczułam się trochę jak w chlewie. Porozrzucane wokół łóżka papierki i chusteczki już zaczynały tworzyć sterty. Pod poduszką miałam schowane czekoladki na gorszą godzinę, co w praktyce przydawało się cały czas. Łóżko.. nie pamiętam kiedy ostatni raz je pościeliłam. Na szafce nocnej leżała książka i laptop. Nie rozstawałam się z muzyką, czasem śpiewałam, a czasem po prostu płakałam w poduszkę i wtedy czekoladki były pod ręką.
W końcu po około tygodniu niewychodzenia z domu przyszedł czas, żeby stawić czoła moim rodzicom. Dzwonili, a ja nie mogłam nie odebrać, przecież oni nic mi nie zrobili. Kochali mnie, a ja kochałam ich. Odgarnęłam śmieci leżące na łóżku i odebrałam telefon.
- Tak słucham? - starałam się utrzymywać na twarzy uśmiech. Spojrzałam w lustro parte o ścianę tuż przede mną. Zdecydowanie lepiej wyglądałam z uśmiechem na twarzy. No i oczywiście makijażem.
- Zbyszek! Odebrała! - usłyszałam głos mamy, która zdecydowanie odetchnęła z ulga słysząc mój głos - Kochanie co się z Tobą działo?
- Przepraszam mamo, miałam dużo nauki ostatnio...
- Madziu, mama już prawie dzwoniła do zakładu pogrzebowego! - tata, cały on, wszystko obracał w żart, kiedy mama na prawdę się martwiła - Nie rób tak, bo nie mam pojęcia jak ją uspokoję następnym razem.
- Nie będzie następnego razu, tęsknię za wami.
- My za Tobą też myszko, masz zamiar przyjechać jakoś niedługo?
- Spróbuję. Jeszcze dam wam znać.
- Dobrze, to odezwij się jak będziesz wiedziała.
- Kocham Cie, papa.
Usłyszałam tylko w tle mamę krzyczącą, że mnie kocha i po chwili się rozłączyłam. Tak bardzo mi ich tu brakowało. Studiowałam w Warszawie, oni mieszkali niedaleko Gdańska. Tata przed moim wyjazdem na studia powiedział, że powinnam chodzić do szkoły bliżej nich, bo sama sobie nie dam rady, ale mi zawsze marzyło się duże miasto. On stwierdził, że mnie zjedzą.. a ja po prostu nie chciałam gnić w malutkiej mieścinie.
Nie dam się zjeść. Nie dam się poniżać. Trzeba się wziąć w garść. Wstałam i podeszłam do szafy. Krok pierwszy - czas wyjść na miasto.
 

 
Rozdział 1

- Błagam Cię...
- Nie, to ja Cię błagam Michał, skończ.
- Chociaż mnie wysłuchaj... Proszę Cię...
Zagotowało się we mnie. Jak on śmiał tak do mnie mówić? Co ja w nim widziałam tyle czasu? Dzieciak. Od samego początku tak bardzo starałam się być silna, ale strasznie ciężko jest zgrywać silną przed kimś, gdy sama nie umiem przekonać siebie, że dam sobie radę. Mimo woli poczułam łzę spływającą po policzku. A po niej kolejną i kolejną. Opuściłam głowę, ale nie wytarłam ich, chciałam, by widział, jak cierpię.
- A czy ja prosiłam, żebyś mnie zdradził?! Czy prosiłam, żebyś poszedł z nią do łóżka i na moich oczach ją rozbierał?! - patrzył na mnie zdziwiony, jego błękitne oczy jakby nagle zrobiły się ciemniejsze niż zwykle, nie wytrzymał mojego spojrzenia i odwrócił się, co dodało mi siły - widzisz... nie zawsze dostajemy to co chcemy. Ja chciałam dom, chciałam dziecko, chciałam mieć idealną pracę i cudownego męża. A co mam? Mam przed sobą byłego narzeczonego - prychnęłam, jak to brzmi.. były narzeczony, albo się jest, było i będzie narzeczonym, albo nigdy nie zasłużyło się, by być tak nazywanym - mężczyznę, który bezczelnie próbuje mnie przekonać, że nic się nie stało. A wiesz co? Stało się. Zniszczyłeś. Wszystko. Gratuluję.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę mojego mieszkania. Teraz już mojego - kiedyś było nasze. Kiedyś nie było ja i Ty, byliśmy my. Teraz jestem już tylko ja. Szłam tak nie odwracając się za siebie, ale słyszałam jego kroki. Zbliżał się.
- Kocham Cię, nadal Cię kocham, kochałem Cię cały czas. Magda, musisz mi uwierzyć..
Odwróciłam się, stał tuż za mną, widziałam, że sam powstrzymuje się od łez. Zawsze uważałam go za człowieka opanowanego, ale teraz ewidentnie tracił kontrolę nad samym sobą.
- To był błąd, największy w moim życiu. To, że miałaś być wtedy u rodziców.. tęskniłem, tęskniłem jak nigdy i nie powinienem był pocieszać się w ten sposób.. wiesz, że ona przyszła do Ciebie? nie zapraszałem jej, po prostu za dużo wypiliśmy...
ONA. Klaudia. Była moją przyjaciółką. Najlepszą. W jednej chwili straciłam dwoje najważniejszych ludzi w moim życiu. Zawsze mówiła, że mam szczęście mając tak cudownego mężczyznę u boku, ale nie sądziłam, że posunie się tak daleko, żeby zaznać szczęścia. I chwilę była szczęśliwa, szkoda, że moim kosztem. Nie chciałam jej znać, Michał też przestał dla mnie istnieć.
Lecz ten człowiek, który podobno nie istnieje stał przede mną i czekał aż coś powiem, kiedy mi brakowało słów. Patrzyłam się na swoje stopy, unikając jego wzroku jak ognia, bałam się, że ulegnę mu, a na to nie mogłam pozwolić.
- Magda, na litość Boską, kocham Cię!
- Ja też Cię kocham... ale już Cię nie lubię.
Po czym znowu odeszłam. Tym razem nikt nie szedł za mną.
  • awatar It's never too late: awaw ♥ zakochałam się ^^
  • awatar Gość: Zajebisty rozdział <3 nie mogę się doczekać następnych!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
PROLOG

Dalej leżałam przeklinając pod nosem niewygodne łóżko. Powoli otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że to wcale nie było łózko. Podniosłam głowę. Spojrzałam na własne odbicie w lustrze stojącym tuż przede mną. Gdyby nie suchość w gardle pewnie bym krzyczała z przerażenia.
'Jak doprowadziłaś się do takiego stanu?' słyszałam głos odbijający się echem w mojej głowie. Taka była prawda, nie potrafiłam zrozumieć jak skonczyłam tak jak ta kobieta w lustrze. Nie mogłam uwierzyć. Leżałam na wykładzinie w bardzo dziwnej pozycji, dopiero zdałam sobie sprawę jak bardzo gryzie moją skórę. Podarte rajstopy już bardziej przypominały pończochy. Sukienka podwinęła się wysoko, w lustrze zobaczyłam swoje majtki i szybko zawstydzona sama przed sobą zacisnęłam uda. Schowałam głowę w ramionach.
Po kilkunastu minutach bezskutecznych prób przypomnienia sobie zdarzeń minionego wieczoru moja głowa dalej była ogarnięta przez pustkę. Suchość w gardle zaczynała być nie do zniesienia. Wstałam omijając lustro wzrokiem, nie miałam najmniejszego zamiaru obserwować w nim swojego odbicia. Nie dziś. Nie w takim stanie.
Powoli ruszyłam w stronę kuchni. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Za długo musiałam chodzić w obcasach, które teraz leżały rozrzucone po całym mieszkaniu - jeden w salonie, drugi w przedpokoju. Poza tym, torebka w łazience, a płaszcz na ziemi pod wieszakiem - i tak byłam blisko.
W końcu znalazłam się w kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam rękę po sok, lecz ona jakby zastygła w miejscu. Skoncentrowałam cała swoją uwagę na serdecznym palcu. Piękny pierścionek. Pierścionek zaręczynowy, który nosiłam już ponad rok.
'Już mi się nie przyda' szepnęłam cicho sama do siebie, bo czym zdjęłam go, kładąc na blacie i łapczywie sięgnęłam po sok pomarańczowy.
  • awatar nadzia ♥: zaczyna się ciekawie ^^
  • awatar Maleńkaa ♥: Świetne! Ja również czekam na ciąg dalszy! :)
  • awatar Gość: Wow niezłe chcę dalej czytać!!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›